Wydawało mi się, się bzyknę bez konsekwencji. Kurewna przytomnieje…

Po śniadaniu ładnie się pożegnaliśmy. Wsiadł do swojej superszybkiej, sportowej fury i wystrzelił na południe.

Zostałam skołowana. Cholera, on mi się bardzo spodobał. No i co teraz? Tutaj reguły gry są jasne. Zero zobowiązań i rzeczone zero powtórzeń. Typowy one night stand. Leżę w pustym łóżku. Przewracam się z boku na bok. Nie mogę spać. Za dużo emocji. Wydawało mi się, że jestem taka twarda. Taka hop do przodu. Że się bzyknę bez konsekwencji, bez strat emocjonalnych. Aaaaa tu nie ma tak lekko. EUREKA! Nie jestem robotem! Nie jestem dmuchaną lalą!

Odpalam kompa. Sprawdzam wiadomości: ”Dzięki za miły wieczór, fajna z Ciebie laska, tak ogólnie. Pozdrawiam gorąco w ostatnim moim dniu na tym portalu.”

Acha. I to by było na tyle. Świetnie. Zagajam więc:

Bardzo się cieszę z naszego spotkania. Jesteś wyjątkowym meżczyzną – daleka jestem od kadzenia – stwierdzam subiektywne fakty – że się powtórzę. Prawdopodobnie będziesz jedynym z tego portalu, z którym dotarłam do łóżka. I’m glad that I’ve been in the right place at the right time…. while you were here for these few days. It was worth it! PS – też nie jadam rantów od pizzy.

Czekam i nic. Sprawdzam za jakiś czas i widzę, że użytkownik usunął konto. Okeeey. No to mamy jasność.

Wyszukuję na Youtube klip, który mi przesłał w korespondencji. Oglądam, słucham i ryczę. Give in to me – Jacksona.


Już wiem, że nic nie będzie takie jak kiedyś.

Wgrywam ten kawałek na iPoda i szaleję po lesie na rowerze zastanawiając się, czy wszystko potoczyłoby się inaczej gdybym zgodziła się na randkę zapoznawczą. Zachowałam się jak dziwka, a przecież w środku jestem delikatna i wrażliwa. Nic dziwnego, że koleś skonsumował, wstał od stołu, podziękował i wyszedł. Też nie wiązałabym przyszłości z kimś, kto po kilkunastu zdaniach ciągnąłby mnie do łóżka, a w nim nie miał żadnych oporów, mimo kompletnego braku więzi. A może chciał zaszaleć w przeddzień ślubu? Albo jego żona/kobieta nie lubi fellatio i on szuka tego poza związkiem? Z rozmów z koleżankami wiem, że są takie, które nie lubią. Może wcale nie jest singlem?

Ryję w Googlach na maksa. Miejscowość, zawód, imię. Mail. Hobby, imię. Miejscowość, hobby. Grafika. Mam! To on! Ok. Już wiem jak się nazywa. Może pojadę na Śląsk na wakacje. Spotkam go przypadkiem… na stołówce, treningu? Tylko co mu wtedy powiem? „Cześć, pamiętasz mnie? Przeleciałeś mnie pół roku temu!”. A jeśli faktycznie jest zajęty – wyjdę na idiotkę.
To ciekawe, wcale nie był jakoś hojnie obdarzony, ale ten głos, siła i delikatność w jednym, w pięknie wyrzeźbionym ciele… i ten tyłek… Jeeeezuuu.

 

One thought on “Wydawało mi się, się bzyknę bez konsekwencji. Kurewna przytomnieje…”

  1. Piotr misiek says:

    Super blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider